Kiedy masz dwadzieścia kilka lat, wszyscy wokół zdają się wiedzieć, dokąd idą. Koleżanka z roku właśnie awansowała. Znajomy z liceum prowadzi własną firmę. Instagram pełen jest zdjęć ludzi, którzy „odnaleźli swoje powołanie” i wyglądają przy tym zadziwiająco wypoczęci. A ty? Ty wciąż szukasz.
I tu jest pułapka, w którą wpada większość z nas: zaczynamy myśleć, że poszukiwanie to problem, który trzeba rozwiązać. Że to stan przejściowy, przez który musimy przebrnąć, żeby w końcu dotrzeć do odpowiedzi. Że kiedy już „znajdziemy siebie”, wszystko się ułoży.
Ale co, jeśli poszukiwanie nie jest etapem przed życiem? Co, jeśli ono jest życiem?
Dlaczego tak bardzo boimy się nie wiedzieć
Psychologowie od lat badają zjawisko zwane nietolerancją niepewności – czyli naszą skłonność do tego, żeby każde „nie wiem” traktować jak zagrożenie. Ewolucyjnie to ma sens: niepewność oznaczała niebezpieczeństwo. Ale dziś, w świecie, w którym zmiana jest jedyną stałą, ta sama cecha potrafi nas paraliżować.
Badania przeprowadzone przez prof. Brené Brown pokazują, że ludzie, którzy są w stanie żyć z pytaniami bez natychmiastowego uciekania w gotowe odpowiedzi, są nie tylko bardziej odporni psychicznie – są też bardziej kreatywni i podejmują lepsze decyzje zawodowe. Tolerancja niepewności to nie słabość. To umiejętność, którą można trenować.
I właśnie tego uczy nas poszukiwanie.
Czego naprawdę szukamy, kiedy szukamy
Kiedy ktoś mówi „szukam swojego miejsca w życiu” albo „nie wiem, co mnie pasjonuje”, zazwyczaj nie chodzi mu o konkretną odpowiedź. Chodzi o coś głębszego: o poczucie sensu, o poczucie, że to, co robię każdego dnia, ma jakieś znaczenie. Że nie żyję tylko od weekendu do weekendu.
Viktor Frankl, psychiatra i ocalały z Auschwitz, całe swoje późniejsze życie poświęcił badaniu tego, co pozwala ludziom przetrwać i żyć pełnią. Swoje przemyślenia zawarł w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu”. Jego wniosek był prosty i rewolucyjny zarazem: człowiek nie potrzebuje odpowiedzi na pytanie „po co żyć?”. Potrzebuje żyć w sposób, który sam tworzy odpowiedź.
Poszukiwanie jest właśnie tym procesem. To nie problem – to mechanizm, dzięki któremu budujemy własną narrację. Każde pytanie, które sobie stawiamy, każda próba, każde odrzucenie i każdy nieoczekiwany sukces – to wszystko materiał, z którego powstaje coś unikalnego: nasza historia.
Działaj, żeby wiedzieć – nie odwrotnie
Jest jeden mit, który szczególnie mocno blokuje ludzi w naszym pokoleniu: mit, że najpierw trzeba wiedzieć, a potem działać. Że zanim zaczniesz, musisz być pewny. Że ryzyko jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy masz plan B, C i D.
Tymczasem badania nad tym, jak eksperci i przedsiębiorcy podejmują decyzje (to tzw. podejście effectuation, opisane przez prof. Sarę Sarasvathy) pokazują coś odwrotnego: najskuteczniejsi nie zaczynają od celu. Zaczynają od tego, co mają – umiejętności, relacji, zasobów – i pytają: „co mogę z tego zrobić?”. Kierunek wyłania się w trakcie drogi.
Innymi słowy: działasz, żeby odkryć, czego szukasz. Nie czekasz, aż pewność spadnie ci z nieba.
Co to oznacza w praktyce?
Poszukiwanie to nie znaczy błądzenie bez celu. To znaczy stawianie kolejnych kroków mimo niepewności, bycie uważnym na to, co cię angażuje i co cię wyczerpuje, rozmawianie z ludźmi, których drogi cię inspirują, i – co najtrudniejsze – pozwolenie sobie na to, że odpowiedź może przyjść nie w formie olśnienia, ale powoli, jak obraz wyłaniający się z mgły.
TEDxŁódź w tym roku jest właśnie o tym. Nie po to, żeby dać ci odpowiedzi. Po to, żeby pokazać ci, jak wyglądają ludzie, którzy przestali bać się pytań – i co z tego wyszło. Może to będzie początek twojej własnej odpowiedzi. A może – co równie piękne – początek nowego pytania.
